Nad Świdrem

Z historii

Góra Lotników

Inicjatorem  powstania pomnika na miejscu zwanym przez mieszkańców Michalina Wzgórzem Lotników, a poświęconemu  „Pamięci poległych śmiercią tragiczną lotników angielskich 15 sierpnia 1944 r. niosącym  pomoc powstańcom Warszawy”, był Bronisław Kowalski.



Sam go zaprojektował, a podczas jego budowy przebył 600 - kilometrową trasę z domu do miejsca  na wzgórzu. Poszczególne elementy pomnika z Góry Lotników wykonywał  na terenie swojej posesji. Praca trwała przez kilka miesięcy 1977 roku.    

                                                


O Panu Bronisławie.
Jak sam o sobie mówił: „Fascynuje mnie historia najnowsza podstołecznego regionu. Od lat gromadzę zdjęcia, wycinki prasowe, relacje świadków wydarzeń, dokumenty. Tak powstały bogato ilustrowane kroniki lotników alianckich oraz partyzantów, którzy polegli podczas II wojny światowej na tym terenie. Podjąłem się gromadzenia tych  materiałów w swoim i Stowarzyszenia - Liga Ochrony Przyrody - imieniu. Uważam bowiem, że zachowanie w pamięci narodu bohaterskich jego dziejów i epizodów związanych z tymi dziejami jest obowiązkiem każdego z nas i wszystkich społecznych organizacji”.   

15 sierpnia 1944 roku. Pomoc dla powstańczej Warszawy nadchodziła sporadycznie.
1586 Polska Eskadra do Zadań Specjalnych, wchodząca w skład 138 Brytyjskiego Dywizjonu do Zadań Specjalnych,  jako jedna z pierwszych dokonała lotów do walczącej Warszawy w nocy z 4 na 5 sierpnia 1944 r. „Halifaxy” i „Liberatory” wystartowały z bazy w portowym Brindisi w południowych Włoszech. W okolicach  Placu Krasińskich, Cmentarza Żydowskiego i Ogrodu Saskiego dokonały zrzutów pojemników z bronią, amunicją i lekarstwami. Loty do Polski należały do najbardziej niebezpiecznych z uwagi na niemiecką obronę przeciwlotniczą, myśliwce i warunki atmosferyczne. Najniebezpieczniejszy był moment zrzutu, wysokość spadała wówczas do 100 - 120 metrów, dymy pożarów ograniczały widoczność, uniemożliwiały odnalezienie zrzutowiska. Niemieckie oddziały używały reflektorów
i prowadziły ostrzał ze wszelkich rodzajów broni. Wiele maszyn zostało zestrzelonych.

W sierpniu 1944 roku Polska Eskadra do Zadań Specjalnych wykonała osiemdziesiąt   lotów ze zrzutami dla walczącej Warszawy, we wrześniu zaś siedemnaście. W tym czasie strącono 15 samolotów z pełnymi załogami.
W  lotach ze zrzutami dla Powstania Warszawskiego pomagały również dywizjony brytyjskiego RAF-u. Wykonały 116 lotów do Warszawy. Straciły aż 19 załóg.  Łącznie zrzucono 40 ton ładunków.                                                                                                           

Dowódca Sił Powietrznych Obszaru Morza Śródziemnego MAAF  marszałek J. Slessar był zdania, że loty do Polski to misje samobójcze i dwukrotnie zawieszał działania tego typu. Ostatni polsko-brytyjski lot nad Warszawę miał miejsce 21 września 1944 r.
Po tym terminie loty nie były już kontynuowane. 18 września z pomocą walczącej Warszawie przyszło lotnictwo USA. Z baz lotniczych w Anglii wystartowało w kierunku Warszawy 107 samolotów bombowych, „latających fortec” B-17, z 1284 zasobnikami zawierającymi sprzęt wojenny.
Do Warszawy dotarły 104 fortece. W ręce powstańców dostało się 380 zasobników.                                                                                                         
W celu wsparcia lotników z dywizjonów specjalnych, które ponosiły olbrzymie straty w czasie lotów nad powstańczą Warszawą, dowództwo Królewskich Sił Powietrznych przydzieliło do działań nad Polską 263. grupę bombową składającą się m.in. z 31. Dywizjonu Południowoafrykańskiego i 178. Dywizjonu RAF.                                                      
W nocy z 14 na 15 sierpnia 1944 r. miała miejsce wielka wyprawa kilkudziesięciu samolotów polskich, angielskich i południowoafrykańskich. Jeden z „Liberatorów” południowoafrykańskich został zestrzelony w okolicy Bochni, inny w rejonie Michalina. Świadkiem tego zdarzenia był pan Bronisław Kowalski, mieszkaniec tejże miejscowości. Tak oto wspomina to wydarzenie: „Był świt 15 sierpnia 1944 roku. Widziałem płonącą maszynę, spadającą jak pochodnia. Pobiegłem szybko na miejsce katastrofy. Płonął  las, dopalały się szczątki maszyny z martwą załogą. Jeden z nieżyjących lotników leżał około 70 metrów od  kadłuba  samolotu. Następnego dnia usypałem w tym miejscu mogiłę i zbudowałem kamienną kapliczkę, później umieściłem napis wyryty na kawałku  blachy z samolotu.



Rozpocząłem poszukiwania dla ustalenia nazwisk członków załogi zestrzelonego samolotu. Ustaliłem, że w lasach koło Michalina zginęli por. Robert George Hamilton (l. 21), sierż. Leslie Mayes (l. 24) i sierż. Herbert Hudson (l. 21). Po wojnie ich szczątki zostały ekshumowane i pochowane w kwaterze Żołnierzy Wspólnoty Brytyjskiej na cmentarzu Rakowickim w Krakowie”.

Po czterdziestu latach od tamtych tragicznych wydarzeń pilot i dowódca bombowca wspominał: „Załoga nasza wyruszyła 14 sierpnia z miejscowości Loggia we Włoszech samolotem typu „Liberator” nr fabryczny KG.939 rejestracja A w kierunku Warszawy. Mieliśmy pełne zbiorniki paliwa, a komory bombowe wypełnione bronią ręczną, amunicją, żywnością i środkami leczniczymi. Z oddali zobaczyliśmy Warszawę. Cóż był to za widok! Całe szeregi budynków stały w płomieniach. Dym unosił się setki metrów w górę. Zniżyliśmy lot do około 100 metrów i lecieliśmy wzdłuż Wisły, skręciliśmy w lewo nad  katedrę, zmniejszyliśmy szybkość do 200 km/godz. i zeszliśmy do poziomu dachów, aby ujrzeć świecącą, namalowaną na ulicy literę „K”. To symbol zrzutu naszych paczek. Każda na małym, własnym spadochronie. Nasz samolot znalazł się pod ostrym ostrzałem niemieckim. Oba silniki w prawym skrzydle stanęły w płomieniach. Usiłowaliśmy ugasić pożar. Lecieliśmy na wysokości zaledwie 70 m, zbyt nisko, aby skakać ze spadochronem. Samolot płonął gwałtownie i nie można było lądować awaryjnie, na brzuchu. Zaczął płonąć trzeci silnik. Cudem unieśliśmy maszynę na wysokość 300 metrów. Kawały rozżarzonego metalu zaczęły odpadać ze skrzydeł. Istniało niebezpieczeństwo wybuchu paliwa. Wtedy wydałem rozkaz skakania ze spadochronami. Przycisnąłem guzik alarmowy. Sam też skoczyłem. Spadochron otworzyłem  tuż po wyskoczeniu i po sekundzie byłem na ziemi. Bob (Robert G. Hamilton), niestety zginął, gdyż prawdopodobnie nie zdążył mu się otworzyć spadochron, przepisowo bowiem odliczył do trzech. Mayes i Hudson zostali zabici pociskami  przeciwpancernymi”.


Nie od razu było jasne, co tak naprawdę się zdarzyło. Mieszkańcy Michalina próbowali pozyskać informacje na temat uczestników owego tragicznego zdarzenia, także ich dalszych losów.
W rubryce Do redaktora gazety „Życie” nr 145 z 18-19 czerwca 1972 roku Wojciech Jankowski z Milanówka w liście zatytułowanym "Kto coś wie?" wyraża zainteresowanie skromną mogiłą, na którą natknął się w powiecie otwockim na wschód od Michalina.



Wśród pordzewiałego żelastwa znalazł on aluminiowy płat umieszczony nad prostym drewnianym krzyżem z napisem "Ku czci poległym tragiczną śmiercią lotnikom angielskim w dniu 15.VIII.44 r. Polacy". Jak wynikało z napisu zbliżała się 30 rocznica wypadku. Zaniepokojony zwraca się z prośbą do wszystkich, którzy interesują się historią własnego kraju o pomoc w ustaleniu czegokolwiek na temat katastrofy i jej uczestników. Jednocześnie wyjaśnia, że brak znajomości terenu i czasu spowodował, że sam nie mógł niczego ustalić będąc na miejscu, nawet tego, kto zadbał o to miejsce i pozostawił cytowany napis. Wkrótce, jakby w odpowiedzi, ukazała się krótka notatka prasowa w Warszawskim Tygodniku Katolickim nr 31 z 10.09.1972 roku z informacją Ryszarda Chojnackiego, mieszkańca Michalina, który twierdził, że we wskazanym miejscu  zginęli trzej piloci pochodzenia kanadyjskiego oraz, że przebyli oni długą drogę z Brindisi. Z jego ustaleń wynikało też, że na miejscu katastrofy istniała wcześniej kamienna grota z figurką Matki Bożej, wykonana przez Bronisława Kowalskiego, mieszkańca Michalina, a teren wokół był ogrodzony drewnianym  płotkiem. (fot.powyżej)

Ryszard Chojnacki rozpoczął wkrótce własne poszukiwania. W  liście z Veterans Affairs Building  przy Wellington Street w Ottawie z dnia 10 października 1972 roku kierowanym właśnie do niego czytamy, że sprawa trzech lotników z Royal Canadian Air Force, którzy prawdopodobnie stracili życie na górze pod Michalinem jest właśnie badana i jeśli dostępne będą jakiekolwiek informacje, zostaną na jego adres przekazane. Tak się w  istocie stało. Po zbadaniu sprawy okazało się,  że żadne eskadry Royal Canadian Air Force (Kanadyjskiego Lotnictwa Królewskiego) nie brały udziału w misjach pomocy dla Powstania Warszawskiego. Było również pewne, że Kanadyjczycy latali w takich misjach w eskadrach Royal Air Force (Lotnictwa Królewskiego). Pomocy należało więc szukać w Londynie, w Public Records Office. W kolejnym liście pada informacja, że z pomocą dla Powstania Warszawskiego latały następujące jednostki:

178.  Squadron (Eskadra) RAF,

267.  Squadron RAF,

31.    Squadron SAAF (Eskadra Lotnictwa Południowej Afryki),

1586.Polish Special Duty Flight (Polska Eskadra do Specjalnych Zadań),

także nieznane jednostki 8-th Air Force ( z 8. Lotnictwa)

W liście znalezionym również w kronikach Bronisława Kowalskiego, datowanym  na marzec 1975 roku adresowanym do O.R. Korpinskiego zamieszkałego wówczas w Sandford  Ave 143-45. Flushing NY 11355, USA, P.R. Preddy, dyrektor generalny Personnel Management Royal Air Force informuje, że po przeszukaniu akt Ministerstwa Obrony dwóch członków Królewskich Sił Powietrznych zostało zidentyfikowanych.                                                                                                     
Byli nimi sierżant Herbert Hudson (ur. 23.09.1923 r.) oraz sierżant Leslie Mayes  (ur. 21.07.1920 r.). Brakuje jednak informacji, jak doszło do tej korespondencji.

Sprawą zainteresowało się także Towarzystwo Przyjaciół Józefowa w osobie prezesa zarządu Władysława Lechowskiego. Bronisław Kowalski był także członkiem Towarzystwa. W  końcu  ustalono pięć nazwisk członków załogi tragicznego lotu do Warszawy. Byli to kpt. Jacobus Lodewiens van Eyssen, por. Robert George Hamilton, por. Perrick Robert Fitz Holliday, sierż. Herbert Hudson oraz sierż. Leslie Mayes. Na podstawie informacji uzyskanej od Miejskiego Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych w Krakowie ustalono, że trzech z nich spoczywa na cmentarzu Rakowickim, w kwaterze Wspólnoty Brytyjskiej w Krakowie.

Nie tylko w Polsce pamiętano o bohaterskich lotach 1944 roku. „W dniu 15 września 1984 r. odbyły się w Johannesburgu doroczne obchody lotów nad Warszawą. Ich celem jest upamiętnienie bohaterstwa lotników południowoafrykańskich, którzy w sierpniu i wrześniu 1944 r. dokonywali zrzutów broni i leków dla walczących żołnierzy Armii Krajowej i ludności Warszawy. Wyruszyli oni z miejscowości Foggia z Włoch i lecieli około 1300 km nad okupowaną przez Niemców Europą, by dokonać zrzutu  i wrócić do bazy. Niestety sowieccy »alianci « nie zgodzili się na prawo do lądowania, odmówili też pomocy mieszkańcom Warszawy.” (Zjednoczenie Polskie w Południowej Afryce. Komunikat  nr  344 – październik 1984 r.)

 

Źródła:

„Ekspress Wieczorny” nr 23, środa 9 lutego 1983 r. Bankowiec. Przyrodnik. Społecznik

„Przyroda polska” nr 2, 1984 r. Skrzydlate pasje. Z wizytą w michalińskim Terenowym Kole LOP. Tekst i zdjęcia Władysław Milewski.

„Dziennik Ludowy” nr 185, Warszawa, 6-7 sierpnia 1983 r. Skrzydlata pomoc powstańczej Warszawie. Grażyna Rutkowska

„Józefów nad Świdrem. Pismo samorządowe” nr 6(114), 2001 Pomnik Łączniczek Armii Krajowej. Adam Strug

 Józefów nad Świdrem. Józefów: Wydawnictwo Miejskiego Ośrodka Kultury, 2002

 „Józefów nad Świdrem” nr 7-8(115-116), 2001. Pomnik Łączniczek AK. Adam Strug

„Józefów nad Świdrem” nr 5 (113), 2001. Pamięci poległych żołnierzy AK. Eugenia Szymczak

„Stolica”. Fragmenty publikacji Działo się to w Warszawie. Z notatnika kronikarza 1939-1944 (XLI). Ostatnia akcja por. „Wisza”, Władysław Bartoszewski

Kroniki LOP i Pomnika Góry Lotników, prowadzone przez Bronisława Kowalskiego, prezesa LOP i mieszkańca Michalina, przekazane po jego śmierci przez rodzinę Miejskiej Bibliotece Publicznej w Józefowie